PORTO

with Brak komentarzy

świetne miejsce, by pobyć ze sobą sam na sam.

Powłóczyć się, posiedzieć, pooddychać. Mnie sie to „sam na sam” zdarzyło się  … niechcący i nieplanowanie, ale nie żałuję.  O atrakcjach turystycznych napiszę z grubsza, bo  w sieci znajdziesz wystarczająco dużo podpowiedzi. Każdy ma swój system, swój rytm, znajduje swoje miejsca ( bardzo lubię erasmusowe wpisy Andrzeja Tucholskiego o Porto). Ja do zaliczaczy nie należę i też cię do tego zniechęcam, bo nadmiar rodzi chaos.

Ale owszem, trochę tipów będzie 🙂

Porto leży u ujscia Duero do Oceanu Atlantyckiego, co zdecydowanie zwieksza jego atrakcyjność „wodną”. Nie wybrałam się wprawdzie w górę rzeki, ale obeszłam oba portoskie brzegi Duero z dużą frajdą.  Spacerując jednym z nich trafisz do Matosinhos, nadatlantyckiej dzielnicy Porto ( linia niebieska metra, ale bez trudu dostaniesz się piechotą)

Niezależnie od pory roku malownicza plaza w Matosinhos   zacheca do zagapienia się w horyzont. Jednak nad oceanem często wieje i w koncu kwietnia,kiedy do Porto przyjechałam, na plazy nie było najcieplej. Za to dzięki kitesurferom –  kolorowo. Czasem też poruszająco, gdy natrafisz na Monumento Tragédia no Mar (  foto poniżej), pomnik upamiętniający tragedię na morzu i osierocone rodziny, usytuowany wprost na plaży.

Poza powłóczeniem, zwłaszcza nad oceanem  należy napić się … porto.    Zwyczajowo pija się je w piwnicach winnic  na południowym brzegu rzeki Duero, w Vila Nova de Gaia. Żeby tam trafić trzeba przejść jednym ze słynnych mostów na drugą stronę rzeki, o ile oczywiście stacjonujesz w okolicach Ribeiry. Mostu Ponte Dom Luis pominąć nie sposób – trafisz tam wcześniej czy później – polecam wybrać  złotą godzinę – widoki zapierają dech, więc i kadry będą udane.

Nie zmusiłam się natomiast do Francesinhi. Podobno to największy przysmak lokalny, ale je się, jak wiesz, oczami, a dla mnie widok Francesinhi kuszący nie był (jak można np. frytki? unurzać w jakimś „podejrzanym”, no dobrze – piwnym sosie.. ?). Za to na sery i wędliny namawiam witryna pełna serow

Pozostaje jeszcze FC Porto oraz charakterystyczne dla Portugalii Azulejos no i frajda, z jaką przejedziesz się żółtym zabytkowym tramwajem (linia specjalna, biletowana takoż- bilety u konduktora). Frajda komunikacyjna wystąpi tylko wtedy, kiedy nie odwiedziłeś jeszcze Lizbony, bo tam odjazd jest w bonusie 😉

informacje praktyczne:

  • Bilety komunikacji miejskiej do kupienia, a właściwie do nabicia na niebieską kartę ANDANTE CARD  w automatach np przy wejściach do metra. Niby wystarczy angielski, ale raczej na zachętę, bo ekrany tylko częściowo przetłumaczone z portugalskiego. Jednak Porto jest miastem akademicko-erasmusowym, więc bez trudu znajdziesz kogoś, kto pomoże i podpowie co dalej, zwłaszcza za pierwszym razem, bo później już nie ma kłopotów. Ten niebieski kartonik wraz z biletem kupisz w informacji turystycznej na lotnisku (generalnie namawiam do kotrzystania z punktów informacji turystycznej, choćby własnie w celu pozyskania często wygodnych i na poczatek wystarczających mapek czy planów miasta), tam tez dostaniesz mapkę Porto, o ile oczywiście o nią poprosisz. Bilet na Andante card jest ważny godzinę, przy przesiadkach trzeba przykładać kartę do żółtych czytników.
  • Dojazd do centrum (zona 4) jest prosty jak kłonica. Tuż obok lotniska jest przystanek metra (naziemne) skąd linią fioletową (na lotnisku jedyna) pomykasz prosto do celu. Dla mnie to było Bolhao, ale często to Trindade (17 minut z lotniska), gdzie krzyżują się wszystkie linie Metro da Porto. Bo – chociaż składa się ono z sześciu linii – w centrum obsługuje  właściwie tylko dwa prostopadłe kierunki. Generalnie polecam poruszać się na piechotę i to nie tylko w godzinach szczytu, kiedy autobusy tkwią z korkach. Po pierwsze wszystko, co ciekawe do ogarnięcia pieszo, poza tym więcej i lepiej widać. Jak już nie da się inaczej – autobus (większość przejazdów w centrum to zona 2). Sam system strefowy Porto jest dość skomplikowany (generalnie chodzi o ilość stref „pomiędzy”), ale nie zaprzątajmy sobie nim głowy. W końcu nie po to docieramy do Porto, by go nadmiernie testować.
  • Jeśli włóczysz się po mieście bez celu, zwracaj uwagę na nazwy ulic przy skrzyżowaniach. Po prostu, szczególnie poza starym centrum, nazwy ulic powtarzane są rzadko, co dość uciążliwe … Idziesz, idziesz, ale którędy – odgadnąć trudno ;-).

BEZPIECZEŃSTWO.   Nie trafiłam na sytuację, która by mnie jakoś spietrała, ale – przyznam – nie należę już do midnight travelers, cokolwiek miałoby to znaczyć 😉

rzezba na plazy w Porto

Porto aleja nad oceanem

wnetrze cafe Majestic

Zostaw Komentarz